Sobotni mecz Lechii z Podbeskidziem Bielsko-Biała (godz. 17.30) nie wywołuje w Gdańsku przesadnych emocji, natomiast jest jedna rzecz, która na pewno jest interesująca. Chodzi oczywiście o Krzysztofa Brede, trenera zespołu z Bielska-Białej, który przez wiele lat był związany z Lechią. Teraz wraca do domu, żeby pokrzyżować plany biało-zielonym. Wcześniej był już po przeciwnej stronie jako asystent Michała Probierza, teraz pierwszy raz poprowadzi zespół przeciwny jako pierwszy szkoleniowiec.

Jako piłkarz Krzysztof Brede rozegrał w w pierwszej drużynie Lechii 88 meczów (na różnych poziomach rozgrywkowych). W tym czasie strzelił trzynaście bramek, a dał się poznać jako dobry egzekutor rzutów karnych. Nie było mu jednak dane zagrać w Ekstraklasie, choć trzeba podkreślić, że jednym z głównych czynników było zdrowie, a konkretnie operacja więzadeł krzyżowych.

Karierę piłkarską zakończył dość wcześnie, bo praktycznie chwilę po trzydziestych urodzinach. Zawsze palił się jednak do trenerki - zaczynał w rezerwach Lechii, a następnie był asystentem przy pierwszej drużynie, gdy tę prowadzili Bogusław Kaczmarek oraz Michał Probierz. Potem podążył właśnie za tym drugim i był asystentem w Jagiellonii Białystok. W sezonie 2016/17 po raz pierwszy podjął się pracy jako pierwszy szkoleniowiec w pierwszoligowej Chojniczance Chojnice, z którą zajął 5. miejsce. Rok później było jeszcze lepiej, bo Chojniczanka zakończyła rozgrywki na trzeciej pozycji. Włodarze Chojniczanki mieli jednak inne plany, uznali taki wynik za niewystarczająco dobry i podziękowali Brede za współpracę. Ten nie czekał długo na kolejną propozycję - natychmiast otrzymał ofertę z Podbeskidzia Bielsko-Biała, w którym pracuje do teraz. W poprzednim sezonie wywalczył z tym zespołem awans do PKO Ekstraklasy, zajmując 2. miejsce w Fortuna 1. Lidze. Jest młodym trenerem, ale mimo wszystko posiada już spore doświadczenie - blisko sto meczów na ławce.

Mecze przeciwko Lechii nie są dla niego niczym nowym, choć dotychczas był po drugiej stronie barykady jedynie jako asystent, ale powrót do Gdańska zawsze wywołuje większe emocje niż rywalizacja z Pogonią Szczecin czy Śląskiem Wrocław.

- To, że wracam do domu jest dla mnie jakimś dodatkowym smaczkiem, ale jest to mecz równie ważny, jak każdy inny. W każdym można zdobyć trzy punkty, pokazać się jako zespół z dobrej strony, dlatego podchodzę do tego meczu normalnie. Już nie pierwszy raz przyjeżdżam z zespołem do Gdańska - mówi Brede.

Przyjezdnym łatwo nie będzie, szczególnie, że na początku sezonu są dalecy od wysokiej formy. Podbeskidzie zdobyło dotychczas zaledwie dwa punkty, tracąc w czterech meczach aż dwanaście bramek - zdecydowanie najwięcej w całej lidze. Oczywistym faworytem sobotniego spotkania jest Lechia, która będzie chciała potwierdzić dobrą dyspozycję i pokazać, że niezły mecz ze Stalą Mielec (wygrany 4:2) nie był przypadkiem.

źródło: własne