Kolejną osobą, która zabiera głos w dyskusji jest pan Jakub Olkiewicz z serwisu Weszlo.com

Ryszard Stachurski, były wiceminister sportu, a obecnie wojewoda pomorski właśnie udowodnił (zresztą nie po raz pierwszy), że zarówno on, jak i cała kasta polityczna zatrzymała się mniej więcej w epoce kamienia łupanego, przynajmniej w kwestii relacji interpersonalnych i odczytywania ciągów przyczynowo-skutkowych. Rozpoznawanie u nich związków między bodźcem i reakcją na bodziec oraz przewidywanie ewentualnych konsekwencji swoich decyzji to dla nich czarna magia. Coś abstrakcyjnego, niepojętego i absolutnie obcego. Abstrahując już od wszelkich głupot, które wygadywał podczas wywiadu z Radiem Gdańsk, polityk jak na dłoni wykazał, gdzie tkwi problem w relacjach władza-środowisko piłkarskie.

W tym miejscu dr Seweryn Dmowski z Ekstraklasy SA punktuje błędy merytoryczne, my zaś skupimy się na czymś poważniejszym. Na brakach znacznie poważniejszych, niż wiedza na temat kar w ligach zagranicznych.

Stachurski wystrzelił bowiem, że incydenty na stadionach (race i sektorówki, bo bójek to nie pamiętają nawet najstarsi Kaszubi) to przede wszystkim wina... braku zaangażowania ze strony PZPN-u i Ekstraklasy SA. Braku kar od klubów i organizatorów. Braku pejcza, braku bicza i braku pałki nad głowami kibiców. Zastanawialiśmy się w jaki sposób rozjechać to wybitnie idiotyczne i na wskroś polityczne myślenie i doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie w dwóch zwięzłych punktach:

- jak można zarzucać brak działań, skoro PZPN właśnie odpalił projekt SLO, chwalony zarówno przez kibiców, jak i przez kluby, działaczy oraz resztę środowiska? Projekt, który nie tylko rewolucjonizuje myślenie o kibicach, ale przede wszystkim skraca do minimum dystans między związkiem, a tym, kto w tej całej układance najważniejszy, czyli kibicami? Jak można zarzucać bezczynność, gdy Departament Organizacji Imprez, Bezpieczeństwa i Infrastruktury PZPN wywraca do góry nogami wcześniejsze układy kibiców z działaczami? Jak można zarzucać brak działań, skoro Ekstraklasa SA chyba po raz pierwszy w historii istnienia tak często i ochoczo porusza kwestie bezpieczeństwa, nie tylko poprzez zabieranie głosu w mediach oraz uczestnictwo w kolejnych spotkaniach dotyczących poprawy tegoż na stadionach, ale również zatrudniając cały szereg specjalistów w tej kwestii (z dr Dmowskim z UW na czele)? Jak można zarzucać brak działań, skoro po raz pierwszy kibice tak głęboko współpracują z organami, na które do tej pory słali chuje i inne wymyślne bluzgi? Jak można zarzucać brak postępów, skoro myślenie kibiców o Ekstraklasie i PZPN-ie oraz traktowanie sympatyków futbolu przez te dwa organy zmieniło się praktycznie o 180 stopni?

Proponowany zestaw odpowiedzi na te pytania:

a) ignorancja

b) ignorancja

c) idiotyzm

d) czysto polityczne kreowanie nieistniejącego problemu

- jak można uznawać, że jedyną drogą do poprawy bezpieczeństwa jest bezwzględne, obłędne, bezkompromisowe i nałogowe karanie? Przecież to już nie jest kwestia ignorancji, ale kompletnego braku jakiejkolwiek życiowej mądrości. Psychologia, pedagogika, socjologia, inne nauki zajmujące się wpływami bodźców na człowieka od lat przekonują, że zły bachor po przyjęciu ośmiuset czterdziestu pięciu batów nie stanie się nagle aniołem, a wręcz przeciwnie - istnieje duża doza prawdopodobieństwa, że batującego trzaśnie sierpowym w pysk. Metoda kija - okej, w porządku, ale bez marchewki nie da się wyszkolić nawet zdyscyplinowanego doktoranta na prestiżowej uczelni, a co dopiero tak niesforną, zróżnicowaną i specyficzną grupę ludzi, jaką tworzą kibice piłkarscy. Stachurski zachowuje się jak pałkarz, który zna dwie komendy - napierdalać (gdy ktoś choćby kichnie), albo nie napierdalać (ale to tylko w szczególnych przypadkach, na przykład gdy stadion jest pusty).

Tymczasem o tym, o ile efektywniejsza jest współpraca z kibicami, negocjacje z kibicami, wysłuchiwanie OBU stron konfliktu, zamiast bezmyślnego napieprzania w - często niewinnych - uczestników piłkarskiego spotkania świadczą policyjne statystyki, raporty ze środowiska futbolowego i praktyka dnia codziennego, bo burdy na obiektach zdarzają się dziś równie często, jak prawdomówni i uczciwi politycy w Sejmie. Jeśli ktoś nie widzi postępu, nie w stosunku do dzikich lat dziewięćdziesiątych, bo to zupełnie inny świat, ale nawet do ubiegłej dekady - powinien przebadać się psychiatrycznie, bo wizyta u okulisty to za mało.

***

Reasumując, wywiad Stachurskiego to idealna soczewka, która powiększa nam i uwypukla cały spór polityczno-piłkarski. Politycy sądzą, że jedyną metodą na wymuszenie posłuszeństwa jest bicie po dupie, dodatkowo zamykają oczy, gdy trzeba oddać tym, którzy preferują rozmowę i negocjacje, że ich sposób jest skuteczny. Tą drogą, z tym myśleniem i tą mentalnością przepaść będzie się pogłębiała, nastroje będą się radykalizowały, a cała dobra robota wykonana w ostatnich latach zostanie złożona na ołtarzyku sondaży i nadchodzących wyborów przez polityków-ignorantów. Brawa.

Źródło: Jakub Olkiewicz / weszlo.com

Artykuł dostępny pod adresem: http://www.weszlo.com/news/18450-Politycy_nadal_tkwia_w_epoce_kamienia_lupanego