Tytuł jest może delikatnie clickbait'owy, natomiast spokojnie - Kenny Saief ma się dobrze, nie wpadł w żadne tarapaty. Tym niemniej, Amerykanin potrzebuje wsparcia. Od kolegów z drużyny. W ostatnim meczu z Wisłą Płock ci koledzy "okradli" go z trzech asyst. Raz zrobił to Omran Haydary, a w drugiej połowie Conrado.

Możemy narzekać, że Saief gra gorzej niż w poprzednim sezonie, gdy był wypożyczony do Lechii po raz pierwszy. Raczej wszyscy się z tym zgodzą. 

Przede wszystkim mówimy o liczbach. A tu zarówno w statystyce "bramki", jak i "asysty" przy nazwisku Amerykanina widnieje okrągłe ZERO, podczas gry w poprzednim sezonie strzelił gola Pogoni, a poza tym asystował w spotkaniu z Górnikiem.

Ale nie chodzi nawet o te liczby, bo sama prezencja na boisku, poruszanie się, dynamika. Wydaje nam się, że w każdym aspekcie wygląda to nieco gorzej niż te kilka miesięcy temu. 

Mimo tych wszystkich niedociągnięć, mimo gorszej - naszym zdaniem, podkreślamy! - formy, Saief jest jednym z najlepszych zawodników Lechii w tym sezonie. Brakuje mu liczb? Brakuje. Ale przecież nie brakowałoby, gdyby koledzy wykorzystali chociaż część ze stworzonych przez niego sytuacji.

Odnosimy się do tego meczu z Wisłą Płock, bo mamy tam wszystko podane jak na tacy. 

Saief zagrywa długie podanie. Idealne. Odpowiednia siła, wysokość. Tyle, że Omran Haydary nie wiedział, co ma z tym zrobić. Prosiło się o uderzenie z powietrza, on zaś podjął próbę opanowania piłki. Niestety nie wyszło. Dalej... w drugiej połowie Saief dwukrotnie idealnym podaniem obsłużył Conrado. Zagrał tak, że obrona rywali została daleko w polu. Niestety Conrado najpierw strzelił obok bramki, a następnie zamiast oddać strzał, to bawił się w jakieś przyjmowanie piłki, nie wiadomo co. W efekcie zamiast trzech asyst, Saief skończył spotkanie z żółtą kartką, bo w pewnym momencie był już tak zirytowany, że kopnął piłką w bandę.

Nie dziwimy mu się, bo widząc tak nieporadnych kolegów chyba sami wychodzilibyśmy z siebie. Pięknym podsumowaniem w tamtym meczu była sytuacja z drugiej połowy, gdy Saief dostrzegł, że Karol Fila włącza się do akcji ofensywnej. Zagrał w ciemno. Liczył, że 22-latek poszedł do końca za akcją i zamknie ją dośrodkowaniem. Niestety, przeliczył się. Fila stanął, nie wiedzieć czemu, totalnie wyłączył się z gry. No i podanie było do nikogo.

I nie chodzi nam o ten jeden konkretny mecz z Wisłą Płock. We wcześniejszych spotkaniach było podobnie. Saief chciał gdzieś zagrać, ale: a) ktoś nie wystartował, b) ktoś nie potrafił przyjąć piłki. 

Nie trzeba być wybitnym znawcą futbolu, żeby zorientować się o jakim zawodniku rozmawiamy. To, że Saief przewyższa każdego innego piłkarza w Lechii, jest jasne, jak słońce. Tyczy się to techniki, jak i szybkości myślenia. Jasne, czasami zdarzą mu się błędy techniczne, piłka odskoczy od nogi, natomiast jest to rzadkością. Saief nie boi się wziąć odpowiedzialności na siebie, próbuje wchodzić w drybling, szuka wolnych przestrzeni, gdy ma okazję, to zagra nieszablonowo, odda zaskakujący strzał. Ale nie jest w stanie sam wygrać meczu. Potrzebuje wsparcia. Tymczasem bardzo często widzimy, że jest osamotniony, nie za bardzo ma z kim pograć.

Skąd to się bierze? Brak formy pozostałych, niewystarczające umiejętności? Pewnie i jedno i drugie. Dlatego zarządowi Lechii musi zapalić się lampka i podczas zimowego okna transferowego potrzebne są wzmocnienia. Tak na skrzydłach, jak i w środku pola.

źródło: własne