Dwie asysty, kluczowe podanie przy golu Lukasa Haraslina - to dorobek Jarosława Kubickiego w meczu z ŁKS-em Łódź (3:1). Mogło być jeszcze lepiej, ale VAR "zabrał mu" kolejną asystę i kolejne kluczowe podanie. Bez wątpienia było to najlepsze spotkanie pomocnika biało-zielonych w tym sezonie.

Wszystko było kwestią centymetrów. Podania były wymierzone, wypieszczone. W pierwszej połowie było dośrodkowanie z prawej strony boiska, strącenie piłki głową przez Sławomira Peszkę i egzekucja w wykonaniu Lukasa Haraslina. Parę minut później Kubicki popisał się pięknym prostopadłym podaniem za linię obrony do Flavio Paixao, a ten strzelił swojego pierwszego gola.

- Podania dziś mi wychodziły. Gdyby wszystkie bramki zostały uznane, miałbym w sumie trzy asysty i dwa kluczowe podania. Jednocześnie czuję, że w paru sytuacjach mogłem się lepiej zachować. Podawałem niecelnie, niepotrzebnie traciłem piłkę. Wymagam od siebie więcej - powiedział Kubicki, który przeanalizował też gola na 3:1.

- Myślę, że w tej sytuacji źle zachował się obrońca ŁKS-u, bo obrócił się przez ramię. Gdyby do końca patrzył na piłkę, być może udałoby mu się przeciąć to podanie. Cieszę się jednak, że to on popełnił błąd, a nie my - dodał pomocnik Lechii. Zagrał prawdopodobnie najlepszy mecz w tym sezonie. Pokazał, że nie jest jedynie gościem od czarnej roboty i przerywania akcji przeciwnika, ale potrafi też obsłużyć świetnym podaniem kolegę z zespołu.

Biało-zieloni zaczęli spotkanie z ŁKS-em fatalnie, bo od straconego gola i paru kolejnych błędów w obronie. Na szczęście w porę się otrząsnęli i mniej więcej od 20. minuty byli stroną zdecydowanie lepszą. - Nawet pomimo straconego gola byliśmy pewni, że wygramy ten mecz. Czuliśmy w środku, że wszystko ułoży się po naszej myśli - stwierdził Kubicki.

źródło: własne