Za nieco ponad dwa tygodnie wygasa kontrakt Filipa Mladenovicia z Lechią Gdańsk. Wciąż nie został jednak podpisany aneks, pozwalający Serbowi grać w zespole biało-zielonych po 30 czerwca. Tymczasem po zawodnika zgłosiła się Legia Warszawa, dla której 28-latek ma być jednym z priorytetów transferowych.

Przez pandemię koronawirusa finisz obecnego sezonu w PKO Ekstraklasie został opóźniony o dwa miesiące. Pierwotnie rozgrywki miały zakończyć się 17 maja, tymczasem w nowo zaistniałej sytuacji potrwają do 19 lipca. Sprawia to, że sporo piłkarzy w lidze musiało porozumieć się ze swoimi klubami i podpisać stosowne aneksy do umów, które pozwolą na grę nie tylko do końca czerwca, ale do czasu zakończenia sezonu. Tak stało się m.in. w przypadku Christiana Gytkjæra z Lecha Poznań. Duńczykowi z końcem czerwca kończył się kontrakt, jednak podpisał aneks i będzie występował w Lechu do końca tego sezonu.

W Lechii takich zawodników jest sześciu. To Błażej Augustyn, Filip Mladenović, Rafał Kobryń, Kenny Saief, Ze Gomes i Jaroslav Mihalik, przy czym trzeba zaznaczyć, że trzej ostatni są do Gdańska jedynie wypożyczeni. Tak naprawdę zostały dwa tygodnie, żeby dojść do porozumienia z piłkarzami, natomiast po dziś dzień nie słychać nic o postępach w negocjacjach. Popytaliśmy trochę wśród ludzi związanych z gdańskim klubem i sytuacja wygląda tak, że... rozmowy cały czas trwają. Żadne wiążące decyzje jednak nie zapadły. Za dwa tygodnie kontrakty wyżej wymienionych zawodników się kończą i od lipca formalnie nie będą mogli występować w Lechii. O ile do tego czasu nie podpiszą aneksów. 

Jeśli chodzi o Mladenovicia, to w tym momencie trudno cokolwiek wyrokować. Trwają z nim rozmowy nie tylko o podpisaniu aneksu, ale przede wszystkim o podpisaniu nowego kontraktu. Pojawiła się plotka, że mocno zainteresowania Serbem jest Legia Warszawa, natomiast są to tylko spekulacje medialne. Tym niemniej, jeśli Mladenović, albo ktokolwiek z wyżej wymienionych zawodników, podpisze na dniach kontrakt z innym klubem, wówczas po 30 czerwca potrzebna będzie zgoda nowego klubu na występy w Lechii do końca sezonu. Taki zawodnik będzie mógł grać w nowym zespole dopiero w sezonie 2020/21.

***

Mladenović jest piłkarzem Lechii od wiosny 2018 roku. Trafił tu nieprzygotowany fizycznie po nieudanym pobycie w Belgii. Trener Piotr Stokowiec potrafił go odbudować, a po przepracowaniu pełnego okresu przygotowawczego Serb momentalnie stał się kluczowym piłkarzem Lechii i jednym z najlepszych bocznych obrońców w całej lidze. Do tej pory rozegrał w Lechii 85 spotkań, w których strzelił trzy gole i miał 16 asyst. Zdecydowanie częściej, bo aż 27 razy był karany przez sędziów żółtymi kartkami. Z biało-zielonymi zdobył Puchar Polski, Superpuchar oraz brązowy medal w Ekstraklasie w poprzednim sezonie.

20190406 069 rul 7936

Nie oszukujmy się, zatrzymanie Mladenovicia w Gdańsku będzie można określać jako cud. Zarząd gdańskiego klubu od paru miesięcy usiłował przedłużyć z nim umowę, ale sztuka ta (jak na razie) się nie udała. W Legii Mladenović może liczyć na zarobki rzędu 100-150 tys. złotych miesięcznie (Artur Jędrzejczyk kasuje 200 tys.), z kolei w Lechii nikt nie zamierza robić kominów płacowych i płacić więcej niż 100 tys. co miesiąc. W Warszawie Serb będzie mógł też liczyć na regularnie pojawiającą się na koncie pensję, co w Gdańsku - jak dobrze wiemy - nie było standardem.

Zaskakujący jest jednak fakt, że Mladenović może w ogóle pozostać w Polsce. Zimą miał bardzo atrakcyjną ofertę z Achmata Grozny, jednak postanowił zostać w Polsce. Liczył na regularne występy, które mogły zaowocować powołaniem do reprezentacji Serbii na mistrzostwa Europy. Parę tygodni temu pojawił się natomiast temat AEK-u Ateny. 28-latek na brak ofert nie narzeka, zgłaszają się do niego kluby z przeróżnych krajów, tak ze wschodniej, jak i zachodniej części Europy.

Załóżmy, że transfer staje się faktem. Mladenović przechodzi do Legii. Czy będzie tam miał pewne miejsce w wyjściowym składzie? Raczej tak, chociaż wszystko zależy od tego czy już latem z Legii odejdzie Michał Karbownik. Druga kwestia - czy Lechia dużo straci po odejściu Serba? Jak mawiał były trener biało-zielonych Piotr Nowak - i tak, i nie. Wiadomo, trudno żeby zespół się nie osłabił, gdy odchodzi z niego jedna z gwiazd. Z drugiej jednak strony w kadrze gdańskiej drużyny jest Rafał Pietrzak, a więc człowiek ograny w polskiej lidze, w przeszłości powoływany do reprezentacji Polski. Akurat ta pozycja w Lechii jest w miarę zabezpieczona.

Poza tym, trener Piotr Stokowiec wydaje się być pogodzony ze stratą Mladenovicia. W Szczecinie całe spotkanie zagrał Rafał Pietrzak, a Serb nawet nie podniósł się z ławki. Odpoczynek? Nie za bardzo było po czym. Raczej jest więc to ogrywanie Pietrzaka pod kątem kolejnego sezonu, budowanie jego pozycji w zespole.

źródło: własne