W 2019 roku Lechia zdobyła Puchar Polski, Superpuchar, zajęła trzecie miejsce w lidze na koniec rozgrywek, brała też udział w eliminacjach Ligi Europy. Przypominamy dwa najważniejsze wydarzenia w kończącym się roku. Zwracamy też uwagę na to, co było najgorsze, licząc to jako wypadek przy pracy.

Najlepszy mecz? Mówcie co chcecie, ale tylko raz w 2019 roku Lechia wzbiła się poziom wręcz kosmiczny, nieosiągalny ani wcześniej ani później. 25 lipca, Stadion Energa Gdańsk, mecz II rundy eliminacji Ligi Europy przeciwko Brøndby IF. Widzieliśmy Lechię taką, jakiej nie widzieliśmy w ani jednym spotkaniu ligowym. Wysoki pressing, świetna dyscyplina taktyczna, duża odpowiedzialność, wzajemna asekuracja. Nie było bronienia się, ale ciągłe ataki, parcie do przodu. Przeciwnik z wyższej półki, natomiast został totalnie zdominowany w Gdańsku. Do tej pory żałujemy jednak, że nie udało się wykorzystać wszystkich stworzonych sytuacji. Wówczas zamiast 2:1 mogło być już pozamiatane po pierwszym meczu. Niektórym do tej pory śni się strzał w poprzeczkę Artura Sobiecha w jednej z ostatnich akcji. 

Do tego rewanż, świetna przygoda, dla wielu fanów był to pierwszy zagraniczny wyjazd za Lechią. Wynik 1:4 nie do końca oddaje przebieg tego dwumeczu. Ostatecznie odpadliśmy, natomiast można było odnieść wrażenie, że biało-zielonym przybyło wówczas wielu nowych kibiców. Nie daliśmy plamy.

Najważniejszy mecz? Sprawa wydaje się dość prosta - finał Totolotek Pucharu Polski z Jagiellonią Białystok. Nigdy nie zapomnimy szału radości wśród naszych kibiców po golu strzelonym przez Artura Sobiecha w samej końcówce.

Wielu gdańskich fanów miało wówczas łzy w oczach i trudno im się dziwić. To historyczna chwila, ogromny sukces, na który czekaliśmy w Gdańsku 36 lat. Obyśmy na kolejne trofeum nie czekali równie długo.

Cała ta otoczka, Stadion Narodowy w Warszawie, biało-zielona fala, która opanowała tego dnia stolicę Polski. Pamiętamy oczywiście o organizacyjnej porażce PZPN-u, dla którego ogromne problemy sprawiało sprawne wpuszczanie naszych kibiców na obiekt (przez co doping zaczęliśmy dopiero w drugiej połowie). 

Najgorszy mecz? Naszym zdaniem oba z Rakowem Częstochowa w PKO Ekstraklasie. Nie będziemy o nich pisać, by nie wracały nam odruchy wymiotne. Po prostu odnotujmy ten fakt. Jednocześnie prosimy piłkarzy Lechii, by na wiosnę coś takiego nie miało miejsca.

źródło: własne