Serbski obrońca Lechii po meczu z ŁKS-em Łódź nie mógł uwierzyć, że sędzia Wojciech Myć ukarał go żółtą kartką. - Nic nie zrobiłem. Zapytałem pana sędziego co jest sprawdzane na VAR, a on spojrzał na mnie jak na największego wroga i wyciągnął kartkę. Nie rozumiem tego - mówił obrońca Lechii.

Na początek coś ustalmy. Czy Wojciech Myć to słaby sędzia? Tak. Czy Filip Mladenović lubi dyskutować z sędziami? Tak. Zdecydowanie. W tym sezonie obejrzał już za to trzy żółte kartki, w poprzednim cztery. Nikt inny w lidze nie był tak często karany przez arbitrów. Jednak napomnienie przez sędziego Wojciecha Mycia w sobotnim meczu z ŁKS-em było jego zdaniem bardzo kontrowersyjne.

- Jestem wkurzony Ta kartka to skandal. Znacie mnie, wiecie że nie lubię z dziennikarzami rozmawiać o sędziach, ale nie można się zachowywać tak, jak pan Myć. Dlaczego pan Musiał nie daje mi kartki za coś podobnego? Dlaczego nie daje pan Marciniak? To są klasowi sędziowie, którzy czują piłkę, pozwalają grać i nie dają kartek za takie głupstwa. A pan Myć szefuje na boisku, chce być najlepszy. Nie rozumiem tego. Kibice przychodzą na stadion dla piłkarzy czy dla sędziów? - wściekał się po meczu Mladenović.

Przypomnijmy, że w meczu z ŁKS-em Serb został ukarany żółta kartką chwilę po tym jak pan Wojciech Myć po konsultacji VAR anulował rzut karny dla Lechii. - Sędzia zapisze w protokole, że dał mi kartkę za protesty. Jakie protesty? Zapytałem go kulturalnie co jest sprawdzane na VAR, a on patrzy na mnie jak na najgorszego wroga, wyciąga kartkę i pokazuje, że jest szefem na boisku. W Belgii, Niemczech czy na Białorusi takich problemów nie miałem. W kadrze to samo, a przyjechałem do Polski i sędziowie co chwilę dają mi kartki. Wygraliśmy mecz, a musimy rozmawiać o sędziach. To niezrozumiałe - denerwuje się obrońca Lechii.

Ma prawo być zdenerwowany, bo przez tę kartkę Mladenović nie zagra w następnej kolejce przeciwko Wiśle Kraków.

źródło: własne