Jedenaście meczów i dwa strzelone gole przeciwko AS Romie - to dorobek Filipa Mladenovicia, gdy rywalizował  Lidze Mistrzów w barwach BATE Borysów. Czwartkowe spotkanie z Brøndby będzie dla niego powrotem do europejskich pucharów po blisko czterech latach.

I choć teraz są to tylko eliminacje do Ligi Europy, to jednak wywołują duże emocje. I to nie tylko u kibiców, ale i samych piłkarzy. Jest to zwieńczenie i ukoronowanie tego, co udało się osiągnąć w poprzednim sezonie. - Przed nami świetne spotkanie. Właśnie po to się trenuje, po to walczyliśmy w poprzednim sezonie. Nie mogę niczego zagwarantować, ale zapewniam, że damy z siebie maksa w dwumeczu z Brøndby i zobaczymy co z tego wyniknie. Chcemy pokazać się przed światem i zaprezentować to, co mamy najlepsze - mówi Mladenović w rozmowie z Lechia.Net.

Daniel Łukasik mówił kilkanaście dni temu, że bardzo ważne w tego typu meczach jest szanowanie prowadzenia, nawet najmniejszego. Przy 1:0 nie można lecieć na wariata i na siłę szukać kolejnych bramek, gdyż to może się bardzo szybko zemścić. - Nikt nie lubi tracić bramek, a w pucharach gra na zero z tyłu jest bardzo ważna. Umiemy grać dobrze w obronie, jesteśmy poukładani na boisku. Teraz też wyjdziemy skoncentrowani, z chłodną głową i postaramy się dobrze wykonać pracę - podkreśla Serb.

Dla Lechii będzie to trzeci oficjalny mecz w tym sezonie. Po wygranej w Superpucharze Polski z Piastem Gliwice 3:1 przyszedł piątkowy bezbramkowy remis z ŁKS-em. - Zapewniam, że będziemy wypoczęci i dobrze przygotowani do tego spotkania. Wiemy o nich dużo, nasz sztab oglądał ich rywalizację z Interem Turku oraz sparingi, które grali w Polsce parę tygodni temu. Nie jesteśmy bez szans. Zostało jeszcze trochę czasu, by dograć pewne kwestie taktyczne - przyznał Mladenović. -Mnie osobiście za bardzo nie interesuje z kim gramy. Patrzę na swój zespół i na to, co ja mogę zrobić lepiej. Mamy swój styl gry i to rywal ma się do nas dostosować - zakończył obrońca Lechii.

Początek pierwszego spotkania Lechii z Brøndby w czwartek o godz. 19 na Stadionie Energa Gdańsk.

źródło: własne