- Chciałem pójść do przodu. Jestem w takim wieku, że mogę pograć na jeszcze wyższym poziomie. Wspólnie z prezesem podjęliśmy decyzję, że ze sportowego, jak i finansowego punktu widzenia lepiej będzie, jeśli nie przedłużę umowy z Lechią - powiedział Filip Mladenović, który po 2,5 roku w Gdańsku postanowił zmienić otoczenie.

- Prezes Adam Mandziara to człowiek, który rozumie sytuację w piłce. On zrozumiał, że chciałem pójść do przodu. Jestem w takim wieku, że jeszcze mogę pograć na wyższym poziomie. Wspólnie uznaliśmy, że ze sportowego, jak i finansowego punktu widzenia najlepiej będzie, jeśli nie przedłużę tu umowy - powiedział Mladenović, który nie zdecydował jeszcze czy karierę kontynuować będzie w polskiej lidze czy wyjedzie z naszego kraju.

- Chciałbym to ogłosić jak najszybciej, żeby mieć czystą głowę, trochę odpocząć i solidnie przygotować się do nowego sezonu, natomiast muszę dograć jeszcze parę spraw, w tym finansowych - przyznał.

Jak z perspektywy czasu oceniasz pobyt w Lechii?

- Być może pierwsze pół roku niekoniecznie było dla mnie udane, ale była to swego rodzaju adaptacja. Pamiętajmy, że przychodziłem tu po półtora roku bez gry. Trudno jest w takiej sytuacji od razu złapać formę. Potrzebowałem dobrze przepracowanego okresu przygotowawczego. Mogę powiedzieć, że pierwszy cały zagrany sezon w Lechii był dla mnie idealny. Wygraliśmy Puchar Polski, do końca walczyliśmy o mistrzostwo. To był historyczny sezon dla Lechii. Myślę, że wszyscy będą to pamiętać. Ja na pewno. Przez te 2,5 roku było tu pięknie.

Najlepszy i najgorszy mecz w Lechii?

- Trudne pytanie, ale do tej pory został mi w głowie finał Pucharu Polski. To zostanie w pamięci na całe życie. Była wtedy świetna atmosfera na stadionie. Sam mecz nie był fajny do oglądania, ale tak tego typu starcia właśnie wyglądają. Odnieśliśmy wielki sukces. Po 36 latach Puchar wrócił do Gdańska. Najgorszy mecz? Chyba ten z Koroną Kielce, to było zaraz po przyjściu trenera Piotra Stokowca. Zagrałem na lewej pomocy, a w przerwie usłyszałem "Dzięki, Mladen" (śmiech). To naprawdę nie był mój mecz.

Dostałeś w Lechii 25 żółtych kartek.

- Nie żałuję ani jednej. Jeśli dostałem, to widocznie na nie zasługiwałem. Jest teraz piękny moment, żeby zapomnieć o tym czy gadałem z sędziami czy nie. Zostawmy to. Postaram się, żeby w przyszłości było tego mniej.

Czego twoim zdaniem zabrakło w zeszłym sezonie, żeby oprócz Pucharu Polski zdobyć jeszcze mistrzostwo?

- Do 30. kolejki graliśmy dobrze, a potem sam nie wiem co się stało. Teraz możemy się zastanawiać czy nasza słabsza gra wynikała z presji, złego przygotowania mentalnego. Wiele już zostało powiedziane, może faktycznie brakowało nam nieco dłuższej ławki. Praktycznie cały czas graliśmy jedną jedenastką. Byliśmy zmęczeni, a w grupie mistrzowskiej gra się siedem finałów i trzeba być do każdego z nich perfekcyjnie przygotowanym. Żałujemy, że się nie udało wywalczyć dubletu, ale nic już z tym nie zrobimy.

Na co stać jeszcze Lechię w tym sezonie?

- Widać, że ten zespół jest w dobrej formie. Mam nadzieję, że chłopaki utrzymają to do samego końca, bo zasługują na kolejny sukces. Ciężko pracowaliśmy w ostatnim okresie. Wrócę jeszcze do czasu pandemii, gdy nie mogliśmy trenować na boisku. Biegaliśmy po parkach, po ulicach. Nie było sparingów przed wznowieniem rozgrywek. Myślę, że poprzedni sezon czegoś nas nauczył. Jesteśmy bardziej doświadczeni, co pokazują wyniki, bo lepiej weszliśmy w grupę mistrzowską. Mam nadzieję, że uda się ponownie wygrać Puchar Polski. O mistrzostwie można już co prawda zapomnieć, ale fajnie byłoby powtórzyć sukces sprzed roku. Trzymam kciuki za chłopaków.

źródło: własne