Koronawirus sprawił, że stadiony w Polsce nie mogą być w pełni otwarte, w dodatku kibice obawiają się zakażenia, co potem przekłada się na frekwencję. Klub sprzedaje mniej biletów w dniu meczowym, nie zarabia tyle, ile by chciał. Prezes Adam Mandziara wyliczył, że z tego tytułu Lechii brakuje około pięciu milionów złotych.

Spójrzmy na frekwencję w tym sezonie:

Lechia - Raków: 5424
Lechia - Stal M.: 4507
Lechia - Podbeskidzie: 4877

Szału nie ma, szczególnie biorąc pod uwagę, że nawet mimo całej pandemii, dotychczas na Stadion Energa Gdańsk udostępnionych było ponad dwa razy tyle miejsc.

To wszystko odbija się na klubowych finansach, które przecież i tak nie wyglądają zbyt kolorowo. Nikt tu nie ma złotych klamek w drzwiach, a z kranu nie płynie dobrej jakości whisky. Każdą złotówkę ogląda się przynajmniej kilka razy przed wydaniem. Lechia mocno ograniczyła wydatki w ostatnim czasie, zmniejszono budżet o około dziesięć milionów złotych.

- Przez pandemię na mecze chodzi zdecydowanie mniej kibiców niż wcześniej i brakuje nam pieniędzy z biletów. Myślę, mówimy o kwocie około pięciu milionów złotych. Inni sponsorzy również nie mogą dać tyle, ile wcześniej. W związku z tym musimy iść w kierunku stabilizacji, a nie robić kominy płacowe - mówi prezes Adam Mandziara.

Trudno powiedzieć, że Lechia znalazła się w finansowym dołku, natomiast z pomocą wyszła Energa z Grupy ORLEN. W ubiegły czwartek podpisana została umowa na dużo bardziej korzystnych dla gdańskiego klubu warunkach niż w poprzednim sezonie. Kwota wsparcia jest wyższa o ponad 60 proc.

Jest to stała kwota, która będzie wypłacona Lechii, ale nie tylko. Oprócz tego jest szereg różnych premii w zależności od osiąganych rezultatów przez drużynę Piotra Stokowca.

- W umowie mamy zapisane duże premie za osiągane wyniki. Zawsze byliśmy ambitni, natomiast nie wiemy co z tego wyniknie. Postaramy się ugrać jak najwięcej na boisku. Trener od zawsze powtarza, że liczy się tylko najbliższy mecz. Nie wybiegamy za daleko w przyszłość, ale w ostatnich latach wyrobiliśmy sobie pewną markę, więc miejsce w pierwszej piątce jest planem minimum - podkreśla prezes Mandziara.

Nie zdradzono jakie konkretnie będą to pieniądze. Wiadomo też, że Energa nie zapłaci za trzynaste czy czternaste miejsce na koniec sezonu. Mówimy tu raczej o czołowych pozycjach w PKO Ekstraklasie. Chodzi zarówno o miejsce w tabeli, zdobyte punkty, kwalifikację do europejskich pucharów. Jest to więc coś ekstra niż tylko bazowa kwota za podpisanie kontraktu. W tak trudnych czasach mówimy więc o solidnym zastrzyku gotówki w przypadku dobrego pod względem sportowym sezonu.

źródło: własne