Sobotni mecz Jagiellonii Białystok z Lechią Gdańsk jest jednym z ciekawiej zapowiadających się spotkań 1. kolejki PKO Ekstraklasy. Biało-zieloni pałają żądzą rewanżu za porażkę w końcówce ubiegłych rozgrywek, która była dla nich brzemienna w skutkach.

Gdańszczanie pierwszy mecz sezonu 2021/22 rozegrają w Białymstoku, gdzie kończyli poprzednie rozgrywki. Wtedy, dwa miesiące temu, Jagiellonia wygrała 2:1 i poniekąd wyrzuciła zespół Piotra Stokowca z europejskich pucharów. W dodatku wszystko odbyło się w dość kontrowersyjnych okolicznościach. Biało-zieloni mieli za złe sędziom, że podyktowali wątpliwy - ich zdaniem - rzut karny dla gospodarzy oraz nie uznano gola Flavio Paixao. 

- Nie grałem w tym meczu, ale mimo to siedział on we mnie bardzo długo. Fajnie byłoby zagrać w europejskich pucharach i mam nadzieję, że za rok będzie nam to dane - powiedział Michał Nalepa na konferencji prasowej.

W sobotę o godz. 17.30 oba zespoły ponownie staną naprzeciwko siebie. W Lechii nie było wielu zmian latem, z kolei Jagiellonia jest inną drużyną. Po raz kolejny pierwszym trenerem ekipy z Białegostoku został Ireneusz Mamrot, a poza tym do klubu wrócił m.in. doświadczony obrońca Michał Pazdan.

- Jagiellonia zmieniła sposób grania, przeszli na system z trójką środkowych obrońców. Spodziewamy się ciekawego i zaciętego spotkania, zresztą jak zwykle przy okazji rywalizacji Jagiellonii i Lechii - przyznał trener Stokowiec.

W Lechii nie ukrywają, że z dużą uwagą oglądali zakończone nie tak dawno Euro 2020. Nie można wykluczyć, że gdańszczanie w nadchodzącym sezonie będą chcieli czymś zaskoczyć swoich przeciwników.

- Jesteśmy na bieżąco z wszelkimi nowinkami. Hybrydowe przejścia, zmiana systemów z meczu na mecz czy nawet w trakcie spotkania. Podczas odpraw pokazywaliśmy również sytuacje z mistrzostw Europy. Potrzeba na to czasu, natomiast sztab mamy wystarczająco rozbudowany, żebyśmy mogli się tym zająć. Nie chciałbym zdradzać szczegółów, ale pracowaliśmy nad określonym sposobem grania w ofensywie, w zależności od przeciwnika. Piłka nożna się rozwija, jest coraz szybsza i bardziej atrakcyjna dla kibica - tłumaczy trener Stokowiec.

Jedną z "nowości" w przypadku Lechii może być powrót na środek ataku Łukasza Zwolińskiego, który w poprzednim sezonie często musiał pełnić rolę skrzydłowego. 

- On zawsze grał w Lechii jako napastnik. Nawet w przypadku, gdy ustawiany był trochę z boku, to miał za zadanie wbiegać w pole karne. Myślę, że całkiem dobrze to funkcjonowało. Przy dośrodkowaniach z lewej strony mieliśmy w świetle bramki dwóch dobrze grających głową napastników. Ćwiczyliśmy w sparingach różne warianty, m.in. grę dwójką napastników i niczego nie wykluczamy - podsumował szkoleniowiec Lechii.

źródło: WP SportoweFakty